Są takie książki, przy których największe problemy nie wynikają z długich zdań, archaizmów czy odniesień kulturowych. Wynikają z jednego słowa.
Pracując nad przekładem Misia Wiecznego Tułacza, przez wiele dni wracałem do angielskiego określenia wanderer. W słowniku wszystko wydaje się proste: wędrowiec, włóczęga, tułacz, obieżyświat. Problem polega na tym, że ta książka nie jest o przemieszczaniu się z punktu A do punktu B.
Jej bohater – stary niedźwiedź – nie podróżuje dlatego, że lubi odkrywać świat. On nie potrafi przestać iść.
To ogromna różnica.
„Wędrowiec” brzmi w polszczyźnie niemal szlachetnie. Kojarzy się z pielgrzymką, z drogą wybraną dobrowolnie. Jest w tym pewien romantyzm. Czytelnik od razu zakłada, że bohater czerpie z podróży satysfakcję.
„Włóczęga” z kolei niesie zupełnie inny bagaż znaczeń. Jest przypadkowy, trochę nieporządny, czasem wręcz komiczny. Pasowałby do książki przygodowej, ale nie do historii, w której każde odejście z jednego lasu oznacza utratę kolejnego domu.
Pozostał tułacz.
To słowo od początku wydawało mi się zbyt ciężkie. W polskiej kulturze ma przecież bardzo konkretne konotacje historyczne. Pachnie wygnaniem, emigracją, utratą ojczyzny. Bałem się, że narzuci czytelnikowi interpretację.
Im dłużej jednak pracowałem nad tekstem, tym bardziej odkrywałem, że autor świadomie prowadzi właśnie w tę stronę. Miś nie ma miejsca, do którego mógłby wrócić. Z czasem przestaje nawet pamiętać, czy takie miejsce kiedykolwiek istniało. Nie jest odkrywcą. Jest kimś, kogo droga nieustannie oddziela od możliwości zapuszczenia korzeni. Nie miałem wyboru. Zanim skończyłem tłumaczyć, wiedziałem już, że będę bronił przed Wydawcą tytułu, który zaproponowałem. To mogło być tylko nawiązanie do Żyda Wiecznego Tułacza, przeklętego, skazanego na wieczne nie-bycie, na ciągłe szukanie.
W jednej z późniejszych scen Lis mówi do niego:
„You carry every forest with you, and belong to none.”
To zdanie było kolejną pułapką. Dosłowne „Nosisz każdy las ze sobą i nie należysz do żadnego” brzmiało poprawnie, ale martwo. Ostatecznie zdecydowałem się na wersję:
„Każdy las zostaje w tobie, lecz żaden nie staje się twoim domem.”
To nie jest przekład wierny słowom. Mam jednak nadzieję, że pozostał wierny temu, co autor chciał powiedzieć.
Takich decyzji czytelnik zwykle nie zauważa. I bardzo dobrze. Idealny przekład działa właśnie wtedy, kiedy przestaje być widoczny. Czytelnik nie myśli o tłumaczu. Myśli o zmęczonym niedźwiedziu, który po raz kolejny zarzuca na ramię swój stary tobołek i rusza dalej, choć w głębi serca marzy o tym, żeby wreszcie móc zostać.
Jeżeli po zamknięciu książki ktoś uzna, że słowo „tułacz” było oczywiste, będę miał poczucie, że ta najtrudniejsza decyzja okazała się jednocześnie najbardziej niewidoczna.
P.S. Kilka razy w trakcie przekładania palce mi się zaplątały i popełniłem, nomen omen, czeski błąd. Tak oto stanąłem przed wielką pokusą, aby książkę nazwać Miś Wieczny Tłumacz. Niestety nikt w redakcji Misiopoczytnych nie podzielał mojego zachwytu tym pomysłem.



Dodaj komentarz